Przeglądałem statystyki bloga i jak zobaczyłem ostatnie 10 wejść z Google, to padłem. Czasami się dziwię, czego ludzie szukają. Hahaha, padam… i jeszcze na mojego bloga to prowadzi. Wystarczy kliknąć w obrazek i można się pośmiać :D
Na wstępie zapraszam do obejrzenia poprzedniego posta, aby wiedzieć co i jak z oglądaniem tras rowerowych.
Zapisywanie tras rowerowych w Google Earth tak mi się spodobało, że postanowiłem dodać również wczorajszą trasę. Ponieważ po zakupie roweru musiałem na nimwrócić, troszkę kluczyłem po lokalnych drogach i dróżkach. Trasa może być nie do końca dokładna, bo coś mi się zdaje, że bardziej kluczyłem po tym okolicznych wioskach i nie za bardzo teraz mogę całą trasę odtworzyć. Ale mniej więcej tak to wyglądało. Jak poprzednio, na górze po kliknięciu w fotkę pojawi się większe zdjęcie z całym przebiegiem trasy, a kto ma już program Google Earth, to może sobie ściągnąć poniższy plik i obejrzeć trasę dokładniej:
http://infobot.pl/r/hbA
Czuje się bosko. Wstałem dziś o 9 rano, ubrałem się w krótkie spodenki, koszulkę, kurtkę i w drogę! Postanowiłem sprawdzić ile zajmie mi dojazd do szkoły, tam gdzie mam zajęcia z Portugalskiego, bo między innymi po to kupiłem ten rower. Okazało się, że autobusem zajmuje to 20 minut dłużej! Nie dość że zaoszczędzę na biletach to jeszcze na czasie! Na początku było trochę zimno i pochmurno, ale w drodze powrotnej się rozpogodziło i już było taki słońce, że musiałem zdjąć kurtkę. Kupiłem sobie serek w centrum handlowym i bidon z mocowaniem. Dziwnie się czułem, tak wcześnie w sklepie i tak daleko i w ogóle :D Czuje się teraz świetnie, wróciłem, prysznic, obiadek i do szkoły. Dla ciekawskich, kliknięcie w obrazek na górze pokaże całą dzisiejszą trasę, a kto ma program Google Earth może sobie ją obejrzeć dokładnie. Wystarczy sciągnąć poniższy plik i go otworzyć, a Google Earth sam pokaże trasę na mapie:
http://infobot.pl/r/hbi (trzeba poczekać aż się otworzy cała strona i kilka cm pod reklamą będzie podkreślony link tekstowy Download file )
Dla mniej kumatych, link do programu Google Earth:
http://earth.google.com/download-earth.html
PS: Jak ktoś rozkmini jak zmierzyć długość tej trasy w programie Google Earth, to ma u mnie dużego browara :)
Blog się rozwija, i kto zapomniał, to 15 grudnia uruchomiłem na nim statystyki. Pokazują ile było odsłon, ile odsłon unikalnych itd… Ale jedna z ciekawszych funkcji, to pokazywanie czego szukali ludzie, jeżeli trafili na mojego bloga przez Google. Wystarczy kliknąć w obrazek powyżej i z niektórych wyszukiwanych haseł można się nieźle pośmiać. Widzę, że przebranie alfonsa nadal robi furorę ;) Dla bardziej ciekawskich, pełna statystyka jest zawsze dostępna po kliknięciu na link (menu na prawo na dole, statystyka odwiedzin, banner liczbowy.net)
http://picasaweb.google.pl/k.gebarowski/Rower
Tak jest, dotarły do mnie wyniki egzaminu z portugalskiego! Dla przypomnienia, egzamin został podzielony na dwie części, ustną i pisemną. Z ustnego egzaminu można było uzyskać 6 pkt. a z pisemnego 14 pkt. razem 20! Po ciężkich trudach, wieczorach przy książkach udało się. Razem dostałem 12 pkt.! 3,6 z ustnego i 8,4 z pisemnego. Nie jest to może najlepszy wynik, ale nie jest najgorszy, niektórzy mieli mniej ;) Tak czy siak, zakwalifikowałem się na poziom dla średnio zaawansowanych i mój learning agreement wzbogacił się o kolejne 5 pkt. ECTS. Hehe, jednak coś z tego portugalskiego umiem! :) Aby to uczcić, idę na zakupy, muszę znaleźć sobie rower! :D
Muszę się spotkać z Tiną. Wtedy będę mógł napisać notkę o groźnie brzmiącym tytule: W poszukiwaniu zaginionej kurtki (na rowerze i z lampą górnika na czole). Tak jest. A co ma do tego Tina? Po pierwsze ona ma tyle z tym wspólnego, co to że jej aparat zarejestrował mnie pędzącego na dwukołowym dyliżansie po Praca da Republica. Po drugie, musi mi ten film i zdjęcia zgrać. Po trzecie jej koleżanka też zgubiła kurkę (A raczej jej też ktoś bezczelnie ukradł), i na pocieszenie w trójkę poszliśmy w środę posłuchać Fado, ale o tym napiszę jak zgram te zdjęcia. Miałem pisać o czymś innym, a mianowicie o tym jak jestem z siebie dumny bo wczoraj wszyscy szli na imprezę a ja nie poszedłem. Powiedziałem VETO! Nie mam kasy na ciągłe imprezowanie, czasu i zdrowia. Wypiłem szklaneczkę winka i kulturalnie o 3:00 poszedłem spać ogarniając wcześniej mój learning agreement. Dziś wszyscy są zmęczeni i jeszcze śpią, ale nie ja! Ha ha ha! Dobrze wam tak. Mi jest lepiej :D
Polowanie na nauczycieli nadal trwa, wczoraj upolowałem wykładowcę z Financial Analysis, i bardzo mi się spodobał sposób zaliczenia. Muszę napisać pracę na 30 stron na dowolny temat, związany oczywiście z „Financial Analysis”. Jakby ktoś był tak miły i poszukał mi książek po polsku na eMule na ten temat, to byłbym bardzo wdzięczny. Na pewno jest sporo książek w PDF’ie po polsku na ten temat, a na pewno po angielsku. Przyspieszy mi to bardzo pracę, więc kto może niech poświęci 3 minuty i poszuka – ja mam eMule tu polokowane i nic z tego nie wyjdzie. A z Human Resources Management to mam już wpisaną ocenę B, co oznacza

Mówi kumpel do kumpla:
A: Ty wiesz ze co piaty człowiek na świecie to chińczyk?
B: ta, a co trzeci anglik to polak ;)
Ta notka poświęcona jest wszystkim ludziom, którzy zostali brutalnie pozbawieni fajnych kurtek w klubach. Miałem we wtorek nigdzie nie wychodzić. Dzięki Ediemu i Goncalo, to się nie udało. A zaczęło się tak…
Siedzę sobie spokojnie w pokoju, popijam herbatkę, rozmawiam na gg cud, miód, Edi polazł gdzieś żebrać wszystko pięknie. Nagle wraca z Goncalo i oświadcza że idziemy na GERMAN Party. Ale jak to? Pytam się. Więc w domu u Słowaków i Słowaczek na 3-cim piętrze miała być impreza. Dziewczyny miały kolację ERASMUS i miały nigdzie potem nie iść. O 22:35 złapaliśmy autobus do centrum a na rozgrzewkę towarzyszyła nam buteleczka 350ml Żołądkowej Gorzkiej. Po drodze do autobusu dosiadła się moja imienniczka Karolina z Hiszpanii i ruszyliśmy do miasta. W szczegóły nie będę się zagłębiał, ale wódeczka się skończyła a imprezy nie było. Edi zniknął na chwilę a ja z Goncalo poszedłem na piwko, po czym odezwały się dziewczyny że idą właśnie do nas i wyszliśmy im naprzeciwko. Dziwne uczucie, bo przyszły razem z koleżankami z wydziału i w kółeczku stało 2 polaków, ja i jakieś 11 dziewczyn, ale cóż. Poszliśmy do shot baru. Stwierdziłem, że skoro już się impreza rozkręca to ja zostaje do końca i przez resztę tygodnia będę miał spokój. Po shot barze chcieliśmy iść do accossiation ale zamknęli niespodziewanie o drugiej i w takim razie… VIA… Agata, Monika, Tina i jej koleżanka poszły do VIA, reszta towarzystwa chciała wracać do domu. Ja powiedziałem, skoro już zainwestowałem kilka EUR w ten wieczór, to idę do klubu i wrócę autobusem a nie będę bulić za TAXI. Tak też zrobiłem, z tym że wychodząc z klubu okazało się, iż połowy kurtek nie ma. Tina swoją znalazła, jej koleżanka, nie i ja również. Chcieliśmy poczekać do końca imprezy i poszukać, ale że była już 6 rano a końca nie było widać, to dogadaliśmy się z ochroną że przyjdziemy jutro. Tak więc podreptałem na autobus z nadzieją na odzyskanie kurtki w następnym dniu… cdn…
Jak większość z was wie, mam na stronie zainstalowany banner Google AdSense (na prawo, pod wyszukiwarką Google). Po co on jest? A po to, że wyświetla reklamy powiązane z moją stroną, tak aby produkty tam przedstawiane były bardziej dopasowane do czytelników. W styczniu było sporo odwiedzin, a tylko trzy kliknięcia. Jak się komuś reklama podoba, to w nią klika, a ja wtedy dostaje kilka centów. Jasne? :)
Ostatnio miałem dzień porządków które objęły również lodówkę, z tej okazji Madzia wysłała mi instrukcję (dzięki kochanie :*) jak należy się obchodzić z jedzeniem w studenckiej lodówce, tak aby dożyć do następnego dnia. Oto i ona:
Dostałem pierwsza ocenę! Tak jest! Zapytaliśmy się o oceny za projekt, który oddaliśmy z Edim z Human Resources Management i… 15! 15 pkt. na 20. Dla niewtajemniczonych, to jest bardzo dobra ocena, coś mniej więcej polska 4. Tak więc już 5 pkt. ECTS na moim koncie będzie. Teraz tylko czekana wyniki z Portugalskiego i staram się załapać w szkole nauczycieli, którzy mają dla mnie różne przedmioty zorganizować, lecz na razie jest z tym ciężko. Po prostu ich nie ma. Jak tylko coś się zmieni, dam znać na blogu :)

Impreza… wszyscy zgodnie stwierdziliśmy. Idziemy tylko na tą domową imprezę, nigdzie indziej, żadne klubu nie wchodzą w grę. Nie mamy kasy i koniec. Jak zaplanowaliśmy tak zrobiliśmy, ale po kolei. W tą sobotę odbywała się kolejna z imprez nazywająca się: Polish party on Rua Augusta. Generalnie, każdy szanujący się ERASMUS kiedyś tam był, a jeśli nie był, to na pewno słyszał. Dlaczego? Dlatego, że są tam najlepsze imprezy. Jest mnóstwo ludzi, dużo miejsca i generalnie dzieje się zawsze coś ciekawego. Przyjechaliśmy tam około 23, z kolacji nam zostało jedno winko, więc rozpiliśmy je w miarę szybko. Później to już był jeden wielki mix, bo mnie na wódkę zapraszali i na sangrię. Wódeczki wypiłem jedną kolejkę, za to sangria tak mi smakowała że nie omieszkałem wypić kilku szklaneczek. Ludzi było sporo i ciągle przybywali. Spokojnie ponad 50 osób, a nie zdziwiłbym się jakby w którymś momencie było i ze 100. W kuchni grały bębny i wszyscy świetnie się bawili, po czym zobaczyłem, że to nie bębny tylko ktoś gra uderzając butelkami o stół a obok ktoś akompaniuje na garnkach. Poszedłem na górę, chce schodzić na dół patrzę… na dole zgraja pijanych ludzi krzyczy: Go! Go! Go!, jeeeeedzieszzz! Ja patrzę a oni ze schodów na sankach zjeżdżają, takich plastikowych. Co bardziej wstawionych wyciągali i mówili, jedziesz, dasz radę! Niektórzy zjeżdżali po kilka razy, parami. Takie jaja, że trzeba tam było być aby to zobaczyć. Mnie nie namówili, choć nie powiem, że przeszło mi to przez myśl :D Chwilę później wróciliśmy do domu. Tanio, miło i przyjemnie, tak mogę imprezę podsumować. Oby więcej takich :] Więcej EUR w portfelu zostanie :)
Ostatnio nie chciało mi się nic pisać, ale czas najwyższy nadrobić zaległości. Co się działo w weekend? Po pierwsze pojechaliśmy z dziewczynami nad ocean. Trochę się obawialiśmy złej pogody, bo nad oceanem w z reguły bardzo wieje, a że styczeń… no nic, pojechaliśmy, Beata, Zuza, Iza, Edi i Ja. O 11:30 już byliśmy na miejscu, za jedyne 1.88EUR. Pogoda? Żadnej chmurki na niebie. Na plaży w krótkich spodenkach i koszulce było za gorąco. Jak dzieci, budowałem zamek z piasku z Beatą, nagrywałem teledysk na wideo z Zuzą, a Edi poznał nowego kolegę w piaskownicy, z którym bawił się wiaderkiem, aż się dzieciak popłakał jak mu mama kazała iść do domu :D Graliśmy w piłkę nożną, zbijaka, kolanko i uciekaliśmy przed falami. A fale większe od nas, jak się taka rozwalała przy brzegu to trzeba było uciekać. A że fale szybsze od nas i dziewczyny trzeba było wrzucać do wody, to skończyło się na mokrych spodniach i majtkach, ale upał szybko wysuszył. Po plaży zjedliśmy po słodkiej bułce, idziemy na pociąg i… Co za debil stawia metalowe sześciany, takie 10x10x40cm i maluje je na kolor chodnika, żeby samochody nie parkowały. Jak przywaliłem piszczelem w taki słupek, to mało z bólu nie pobiłem najbliższego przechodnia :D Noga to mnie bolała od uda w dół i zbaczałem kuśtykać, a oni mi mówią, ze jak nie będziemy biec to nam ucieknie. To odpiąłem nogawki od spodni, bo mnie obcierały o rozwalony piszczel i jako tako mogłem biec. Dopiero w pociągu do którego wpadliśmy w ostatniej chwili poczułem, że jednak boli mnie ta noga bardziej niż myślałem. A wieczorem impreza! Dziewczyny nie miały żadnej wody utlenionej w pokoju, a chciałem to jakoś zdezynfekować. Wódki mi szkoda, a to jeszcze żołądkowa, to może dezynfekcja od środka? :D O tym później, bo w międzyczasie kontrola biletów i mówi nam konduktor, że powinniśmy byli kupić bilety na stacji, a teraz to po 12EUR… Ups… to sobie tanio pojechaliśmy. Na szczęście to jest Portugalia, i generalnie ludzie są bardzo mili i dostaliśmy jedynie ostrzeżenie i pozwolenie na kupno biletów w normalnej cenie. Dziewczyny ugotowały spaghetti, ja zrobiłem odkażanie mydłem pod prysznicem i z nogą już ok. Kupiliśmy po winie za 1EUR i powoli szykowaliśmy się na imprezę, a o tym za chwilę.
Fotki i filmy: http://picasaweb.google.pl/k.gebarowski/FigueiraDaFozWithGirls
Egzamin, egzamin… Tak jak planowaliśmy tak zrobiliśmy. W Dolce Vita byłem już o 16:30, poszedłem kupić butelkę Porto. Międzyczasie pojawił się Diego, i dobrze, bo nalegał, że on zapłaci a Porto kosztuje 5.60EUR, więc nie tak mało. Wyszliśmy z marketu, tam czekał na nas Petr. Na murku, elegancko Siego wyjął kieliszki i skonsumowaliśmy całą buteleczkę. Jako że porto ma 19,5% to humor mieliśmy w sam raz. No to na egzamin… a tu niespodzianka. Normalne zajęcia! Aaa! Powtórzenie z portugalskiego, egzamin dopiero na końcu. Na szczęście mieliśmy czas na przygotowanie dialogu w parach i zaprezentowanie go. Pomyliłem się w jednym zdaniu, ale generalnie źle nie było. Ustny to i tak 30% całej oceny, więc z niecierpliwością czekam na jutrzejszy egzamin. Trochę mi głowa pęka od nauki, ale trzeba nadrabiać zaległości w szybkim tempie. Trzymajcie kciuki jutro o 16:30 czasu PL! :]
Zdjęcia zrobione przed egzaminem: http://infobot.pl/r/fHX
Zanim napiszę o ustnym egzaminie z portugalskiego, muszę wspomnieć o świętowaniu i oblewaniu tego sukcesu. Prosto z egzaminu wróciłem do akademika. Goncalo przyniósł dwa winka i siedzieliśmy u dziewczyn popijając pyszny trunek. Około 22 poszedłem z Zuzą do polaków do pokoju, a tam skosztowaliśmy trochę wódeczki żołądkowej gorzkiej z pomarańczką. Kieliszek chlup i zagryzamy pomarańczem. O 00:20 złapaliśmy ostatnio autobus i całe towarzystwo pojechało na imprezkę. Poszliśmy na piwo do Xuven BAR, potem do SHOT Bar’u na cos mocniejszego. Tam się trochę działo, potańczyliśmy i zostaliśmy do 3:20. Dalej obowiązkowo do Lwa. I zdjęcia na lwie, pod lwem, obok lwa. Kto nie wie, to wspomnę, że to taki pomnik :) Szczegóły widać na zdjęciach. Po lwie poszliśmy do VIA Latin, bawiliśmy się do końca, aż po 7 rano zamknęli. W szczegóły nie będę się zagłębiał, bo szczerze mówiąc nie chce mi się pisać. Powiem jedynie, że impreza była bardzo udana, wydałem troszkę więcej niż planowałem i na razie wystarczy, czas na dłuższą przerwę. Beata zrobiła piękne zdjęcia, które już zdążyłem umieścić w galerii. Również jest jeden film, na którym okradam Goncalo, jak wypłaca kasę z bankomatu, warto zobaczyć :D Kończę i wracam do nauki portugalskiego, od wczoraj siedzę nad książkami a egzamin już jutro. Nawet zacząłem coś umieć ;)
A fotki są dostępne tutaj: http://infobot.pl/r/fGX

Złapałem się za głowę, jak zobaczyłem co sobie wykładowca wymyślił na egzamin. Chodzi o projekt programu, napisanie go w języku C i środowisku Linux. Masakra. Jak myślicie, dam radę nauczyć się napisać coś takiego w 6 miesięcy? Nie znam Linux’a (jedynie podstawy), a w C nie programowałem nigdy, ale muszę się w końcu nauczyć. Dla Ciekawskich ciekawa historia o RobinHoodzie, dotycząca projektu, i jego opis:
http://tnij.org/oswork - Polecam! Miłej lektury... Ja jestem w szoku, jak ja to zrobię ;)
Systemy operacyjne… nie wiem czy nie idę zbyt ambitnie, ale rozmawiałem dziś z profesorem i jeżeli chcę robić ten przedmiot to czeka mnie sporo pracy. Generalnie cała filozofia zajęć opiera się na pracy w Linux’ie, głównie na jądrze, odwołując się często do konkretnych obszarów pamięci, używając oczywiście języka C. Tak więc czeka mnie przyspieszona nauka programowania w C, podstawy Linux’a i do roboty. Właśnie szukam w Internecie jakiegoś dobrego kursu. Aby zaliczyć zajęcia, będę miał trwający półtorej godziny egzamin dotyczący Linux’a, oraz projekt zaliczeniowy do zrobienia. W zeszłym roku było to napisanie aplikacji giełdowej, zawierający moduł na serwerze który odpowiada na zapytania klientów dotyczące operacji na aktywach. Konkretne zadanie wymagające konkretnej wiedzy. Mam 6 miesięcy, myślę, że dam radę. Trzymajcie kciuki!
No i pierwsza impreza zaliczona :) O 20:20 wczoraj spotkaliśmy się z dziewczynami w akademiku (kto nie jest na bieżąco, to chodzi o trzy polki: Zuze, Ize i Beate). Goncalo gotował i poszliśmy raczyć się pysznym winkiem CasalGarcia oraz indykiem w sosie śmietanowo grzybowym + sałatka. Jak zwykle pyszne. Po kolacji poszliśmy razem do PUB’u na kilka mini (takie piwko 0.2). Iza poszła do domu, a Goncalo, Zuza, Brata i Ja pojechaliśmy do miasta. Wpadliśmy do Irlandzkiego PUB’u bo były tam dwie Norweżki, znajome polek. Za drogo było, więc podreptaliśmy do Accociation. Tam spotkaliśmy cztery Irlandki, znajome polek z kursu. Wszystkie miały po 19 lat i piły jak nie jeden facet, ale polki już mnie uprzedziły że one tak mają. Poskakaliśmy troche, Goncalo zadzwonił po posiłki, bo stwierdził, że 8 dziewczyn (Norweżki jeszcze dołączyły) i nas dwóch to już trochę za dużo. Tak więc przyjechał Roger i razem porobiliśmy sobie trochę zdjęć. Fotki z kolacji wrzucę na galerię, jak Edi przyniesie aparat z akademika, a Goncalo wziął kontakt do jednej Irlandki i ma mu przesłać zdjęcia. Koło trzeciej zmyliśmy się do domu taksóweczką, kulturalnie za 1.30EUR na głowie, więc się opłacało. Imprezę zaliczam do udanych, bo poznałem sporo nowych osób, chociaż muzyka w accociation jak zwykle beznadziejna. Ale cóż, niedługo sesja, mało osób się bawi. Co tu więcej pisać, szczegóły podam jak umieszczę zdjęcia, to może jakaś ciekawa historia mi się przypomni. Kończę, bo zaraz mam spotkanie z nauczycielem. Aha, zapomniałbym, jeśli ktoś by był tak miły i ściągnął mi z torrentów albo eMule książkę:
Ian Sommerville - Software Engineering (8th Edition), bo mam tu wszystko poblokowane I sam sciągnąć nie mogę :)
Generalnie to wczoraj stwierdziłem, że strasznie bogaty ze mnie student. Wydałem wczoraj 14EUR na połączenia z telefonu komórkowego i do dziś mnie krew zalewa, jak sobie o tym przypomnę. A było tak, że wieczorem miałem wejść na Gadu-Gadu. Ponieważ nie mam Internetu w akademiku, to łączę się w tedy przez komórkę przez GPRS. Płace wtedy za ilość przesyłanych danych a nie za długość połączenia, więc kilka godzin pisania kosztuje mnie nie więcej niż 0.50-0.80EUR. Myślę sobie, mam 4EUR na koncie to wejdę dziś na trochę. Pogadałem może minutę – rozłączyło mnie. Próbuje się połączyć ponownie, dupa. Patrzę, a na koncie 18 centów. Cholera, z opóźnieniem mi coś naliczyli czy co. Od Ediego napisałęm do Goncalo, żeby podskoczył ze mną do bankomatu, naładował mi telefon ze swojej karty a ja mu oddam gotówkę. Spotkaliśmy się, pogadaliśmy, konto doładowane. Wracam, łącze się, gadam… tym razem udało się 4 minuty, ale znów mnie rozłącza. Pewnie problemy z siecią – myślę – ale nie… Stan konta znów 18 centów! 10 EUR poszło! Aaa! Myślę sobie, od nowego roku może stawki nowe, ale nie możliwe aby tak zdrożało. Patrzę… a w tle mi się Adobe Aprobat Auto Update włączyło. No cholera jasna! Jakiś durny program się aktualizował za moje 14EUR bo zobaczył że jest Internet i nawet nie dokończył. Znajomy Portugalczyk doładował mi telefon za kolejne 10EUR, powyłączałem te badziewia co się aktualizują, ale do dziś nie mogę przetrawić tego że tak szybko i tak głupio 14EUR poszło się jebać i to na nic! Dosłownie na nic! Żebym chociaż coś z tego miał, a tu dupa :( Jestem zły i o 14EUR cieńszy. Pieprzone Adobe! :(
A teraz trochę informacji z rozrywki. Po prostu szczęście mi sprzyja. Portugalia wprowadziła zakaz palenia w zamkniętych pomieszczeniach. Dla mnie bomba! Sama przyjemność siedzieć, popijać piwko i nie przecierać oczu ciągle, do których wchodzi tytoniowy dym. Nie mówiąc, że po powrocie nie śmierdzi się jak popielniczka. Wczoraj wieczorem wrócił Goncalo ze swojej wioski i zadzwonił, że możemy iść na małe piwko i pogadać. Próba generalna dla mnie, pić piwo i nie palić papierosów. Zakaz palenia w PUB’ie bardzo w tym pomógł, po pierwszym piwie było dość ciężko, ale po drugim już zapomniałem, ze istnieją papierosy. Generalnie zamiast iść do PUB’u mieliśmy w planach odwiedzić trzy Polki, które wprowadziły się naprzeciwko, ale czasu było mało, więc postanowiliśmy po prostu je odwiedzić po drodze. Edi wymyślił, że będę udawał, że nie jestem Polakiem i zobaczymy co tam między sobą mówią po polsku. Postanowiłem być Węgrem o imieniu Peter. Jak rozmawiałem z Polkami, to ten idiota przedstawił mnie jako Karol, więc szybko musiałem się jakoś ratować mówiąc że słyszałem, że w Polsce mają takie same imiona itd. ;) Postaliśmy 5 minut w drzwiach, nie skorzystaliśmy z zaproszenia do środka i polecieliśmy do PUB’u mówiąc gdzie jesteśmy. Przyszedł Goncalo i Roger, wypiliśmy po jednym mini (takie piwko 0.2) i po chwili przyszły dziewczyny. Zuzia, Iza i Beata, o ile dobrze pamiętam. Jeszcze to dokładnie ustalę i w razie czego poprawię. Miło się gadało ale jak mi Beata zaczęła opowiadać jak to jest nad polskim morzem, gdzie ja od piętnastu lat jeżdżę, to nie wytrzymałem i przyznałem się do małego oszustwa :) Mimo obaw Ediego, że nie poznają się na żartach, zbiją mnie i zaczną po mnie skakać, nic takiego się nie stało. Jedynie Iza groźnie pogroziła palcem i tyle :D Około 1:00 grzecznie wróciliśmy do domu. Swojego, żeby nie było :) Cdn.
Dni mijają bardzo spokojnie. Wstaje wcześnie rano o 11:00 i chodzę spać grzecznie około drugiej. Od kiedy przyjechałem, nie wypaliłem ani jednego papierosa (rzucam i na razie mi się udaje całkiem dobrze), nie wypiłem ani jednego piwa, generalnie jak nie ja. Skończyliśmy za to z Edim projekt na Human Resources Management, uczę się programu do statystyki SPSS i przygotowuje powoli do egzaminu z Portugalskiego (trzymajcie kciuki, bo wygląda na to, że sporo zapomniałem). Dorzucę do tego wszystkiego, że ściele rano łóżko, zmywam naczynia na bieżąco i dbam o porządek w szafce i na biurku i już będę pewny, że wszyscy zgodnie stwierdzą, że ja to nie ja i ktoś się włamał na bloga. Prawda jest jednak taka, że zostało mi tu 6 miesięcy i chcę je jak najlepiej wykorzystać. Muszę zaliczyć jak najwięcej przedmiotów, nastukać jak najwięcej punktów ECTS i koniecznie podszkolić portugalski. Ambitnie, ale mam nadzieję że się uda!
Ach! Jestem na miejscu. Nauczony doświadczeniami z powrotu do polski tym razem postanowiłem przespać noc i pojechać na trzeźwo. Ojciec podwiózł mnie na lotnisko i już o 7:45 podziwiałem warszawę z lotu ptaka. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, że myślałem, że o 12:30 to ja w Lizbonie już będę. W ZURYCHU sprowadzili mnie na ziemię i zobaczyłem, że o 12:25 to ja dopiero z ZURYCHU odlecę.od 15 grudnia 2007